Do mojej głowy dochodzą dziwne dźwięki. Słychać tylko głośne pik, pik, pik.
Gdzie ja jestem? Nic nie pamiętam. Chcę do mamy, chcę do taty.
Mamo! Tato! Jeśli to słyszycie, zabierzcie mnie z tego okropnego miejsca! Mamo! Tato! Tęsknie za Wami! Mamo! Tato! Wróćcie! Mamo! Tato! Kocham Was! Mamo! Tato! Potrzebuję Was! Mamo! Tato! Chcę Was zobaczyć! Mamo! Tato! Przytulcie mnie! Mamo! Tato! Wiem, że na to nie zasługuję! Mamo! Tato! Ale ja się zmieniłam! Mamo! Tato! Kocham Was! Mamo! Tato! Przepraszam!
Nagle wszystkie wspomnienia uderzają na raz do mojej głowy. Nie, nie! Czuję coś mokrego na moich policzkach. To łzy. To łzy żalu. To łzy smutku. To łzy samotności.
Gdyby nie ja nikt by nie zginął. Gdyby nie ja wszyscy żyli by dalej. Gdyby nie ja wszyscy byliby szczęśliwi. Gdyby nie ja nadal panowałby spokój. Gdyby nie ja nic by się nie stało. Gdyby nie ja każdy miałby powód do szczęścia. Gdyby nie ja nikt by nie ucierpiał. Gdyby nie ja nikt nie miałby złamanego serca. Gdyby nie ja moi rodzice byliby szczęśliwi.
Gdyby nie ja...
Wszystko co teraz się dzieję, to wyłącznie moja wina.
Słyszę dźwięk wydawany przez skrzypiące drzwi. Zatrzymały się. Nikt nie wchodzi. Słyszę czyiś głos. Znam go. Znam go doskonale. Tą barwę głosu rozpoznam wszędzie. Wysoki damski głos, w którym zwykle można wychwycić nutkę melodii. Teraz jest zachrypnięty, a osoba, która go wydaje, widocznie dławi się łzami. Co się dzieję? O czymś nie wiem?
Po pewnym czasie kobieta uspokaja się i mogę zrozumieć sens wypowiadanych przez nią zdań.
Po pewnym czasie kobieta uspokaja się i mogę zrozumieć sens wypowiadanych przez nią zdań.
- Uważaj na nią. Przeżywa teraz trudny okres w swoim życiu. Po wypadku niewiele pamięta i niech na razie tak zostanie.
Kto? Po jakim wypadku? Czy oni właśnie rozmawiają o mnie?
Postanawiam otworzyć oczy. Przezwyciężam lęk, bo przecież jeśli się poddam to nie wygram. Jedna powieka powoli unosi się do góry, kiedy dociera do połowy drogi, którą ma przebyć, druga również wznosi się ku górze. Nagle przed moimi oczami pojawiają się niezliczone różnokolorowe rurki trzymające mnie w jednej pozycji. Chcę ponieść prawą nogę, jednak boję się, że nie będę mogła. Moje złe przypuszczenia sprawdzają się. Ani trochę się nie ruszyła. Łzy napełniają moje zaszklone już wcześniej oczy. Nie poddaję się, podążam dalej. Próba podniesienia drugiej kończyny również się nie sprawdza. Czuję nagły ból przelatujący przez moje ciało, pali niczym wrząca lawa. Jęk wydobywa się z moich ust, nagle widzę jak przez mgłę ludzi wbiegających do pomieszczenia, w którym się znajduję. Nic już nie widzę, czekam w ciemnościach aż ktoś mnie uratuje. Czy ja właśnie umieram? Jeśli tak to chcę się pożegnać z innymi... Chcę im podziękować za to co dla mnie zrobili. Czuję jakieś zimne w dotyku maszyny, przez moje ciało przechodzi dziwny dreszcz. Po chwili nic już nie czuję. Czy ja nie żyję?
Poczułam czyjąś ciepłą dłoń. To uczucie było kojące. Pierwszy raz podczas pobytu w tym dziwnym miejscu czuję, że nie jestem sama, że ktoś jest przy mnie. Chcę otworzyć oczy, ale boję się, że gdy znów to zrobię, wszystko zacznie się od nowa. Ból, strach, samotność... Nie chcę tego kończyć. Moje powieki postanawiają jednak się podnieść. Powoli przed oczyma pojawia się obraz rzeczywistości, z początku jest rozmazany, ale z czasem nabiera normalnych kształtów. Widzę osobę, która kiedyś dla mnie wiele znaczyła. Teraz to "wiele" znaczy nic. W moich oczach pojawiają się łzy. Nie chcę tego, nie teraz... Pośród moich włosów czuję ten sam ciepły dotyk jak na mojej dłoni. Patrzę tej osobie głęboko w oczy, przez co teraz mogę ujrzeć wilgotne kropelki... Nagle postać podniosła się.
Kto? Po jakim wypadku? Czy oni właśnie rozmawiają o mnie?
Postanawiam otworzyć oczy. Przezwyciężam lęk, bo przecież jeśli się poddam to nie wygram. Jedna powieka powoli unosi się do góry, kiedy dociera do połowy drogi, którą ma przebyć, druga również wznosi się ku górze. Nagle przed moimi oczami pojawiają się niezliczone różnokolorowe rurki trzymające mnie w jednej pozycji. Chcę ponieść prawą nogę, jednak boję się, że nie będę mogła. Moje złe przypuszczenia sprawdzają się. Ani trochę się nie ruszyła. Łzy napełniają moje zaszklone już wcześniej oczy. Nie poddaję się, podążam dalej. Próba podniesienia drugiej kończyny również się nie sprawdza. Czuję nagły ból przelatujący przez moje ciało, pali niczym wrząca lawa. Jęk wydobywa się z moich ust, nagle widzę jak przez mgłę ludzi wbiegających do pomieszczenia, w którym się znajduję. Nic już nie widzę, czekam w ciemnościach aż ktoś mnie uratuje. Czy ja właśnie umieram? Jeśli tak to chcę się pożegnać z innymi... Chcę im podziękować za to co dla mnie zrobili. Czuję jakieś zimne w dotyku maszyny, przez moje ciało przechodzi dziwny dreszcz. Po chwili nic już nie czuję. Czy ja nie żyję?
Poczułam czyjąś ciepłą dłoń. To uczucie było kojące. Pierwszy raz podczas pobytu w tym dziwnym miejscu czuję, że nie jestem sama, że ktoś jest przy mnie. Chcę otworzyć oczy, ale boję się, że gdy znów to zrobię, wszystko zacznie się od nowa. Ból, strach, samotność... Nie chcę tego kończyć. Moje powieki postanawiają jednak się podnieść. Powoli przed oczyma pojawia się obraz rzeczywistości, z początku jest rozmazany, ale z czasem nabiera normalnych kształtów. Widzę osobę, która kiedyś dla mnie wiele znaczyła. Teraz to "wiele" znaczy nic. W moich oczach pojawiają się łzy. Nie chcę tego, nie teraz... Pośród moich włosów czuję ten sam ciepły dotyk jak na mojej dłoni. Patrzę tej osobie głęboko w oczy, przez co teraz mogę ujrzeć wilgotne kropelki... Nagle postać podniosła się.
Przed jej wyjściem zdążyłam usłyszeć ostatnie słowa.
- Kocham Cię i nigdy nie przestane...
Zaciekawiło mnie, mam tyle pytań ale wierzę, ze w kolejnych rozdziałach udzielisz na nie odpowiedzi, więc będę czekać :)
OdpowiedzUsuńŚwietnie się zapowiada ;)
OdpowiedzUsuńCZekam na nn ;)
@Hazz_My_Angel
Świetne. ;)
OdpowiedzUsuńczekam na następny.